Odwet („Reprisal”), 2018

Odwet ("Reprisal") - Bruce Willis
Frank Grillo i Bruce Willis w filmie „Odwet” (2018).

Przeszłość jest daleko za nami i czasu nie cofniemy. Jedyne co mogę zrobić to dołożyć jakąś cząstkę w formie recenzji, czy innego tekstu, żeby wspomnienie danego tytułu przetrwało o chwilę dłużej. Są też sprawy bieżące, na których też warto się skupić, bo dotyczą nas teraz. Nie ma co robić wielkich oczu ze zdziwienia. Bruce Willis występuje często na drugim planie. To stało się naturalne. Dostaje w okolicach miliona dolców za dzień zdjęciowy, więc czasem popracuje przed kamerą jeden, a może dwa dni i jest zadowolony. W 2018 roku wziął udział w trzech amerykańskich projektach – „Akt Przemocy„, „Życzenie Śmierci” i „Odwet”. Tylko ten drugi to kinowa rola główna. Pierwszy jest dobry, mile się zaskoczyłem. W przypadku „Reprisal” nie jest źle, da się obejrzeć na raz.

Wiele osób może mieć pretensje, że Willis rozmienia się na drobne i coś w tym jest. Należy do elity aktorów, którzy tak nie muszą robić. Co jakiś czas dostaje naprawdę solidną gażę i większą rolę. Mógłby sobie odpuścić, ale my na to nic nie poradzimy. To jego decyzje. Niektórzy omijają szerokim łukiem te „mniejsze” projekty. Ja czuję się zobowiązany je sprawdzać i uwierzcie mi – nie czuję zawodu w przypadku „Odwetu”. Naprawdę przy gniotach, które się ukazują z innymi aktorami Willis daje radę. A w tym przypadku na pierwszym planie mamy Franka Grillo, którego widzę na ekranie już po raz kolejny i za każdym razem facet robi na mnie spoko wrażenie. Jest na tyle w porządku, że w zalewie nowych aktorów zapamiętałem jego nazwisko, a to już coś. Otrzymuje coraz więcej ról głównych i życzę mu, żeby kiedyś zagrał w jakimś mafijnym-gangsterskim sztosie, bo pasuje do takiego klimatu. Jest naturalny i autentyczny w swoich rolach. W dodatku ma w sobie trochę „brudu”, co powoduje, że pasuje do Kina Akcji.

Frank Grillo wciela się w Jacoba, gościa, który wiedzie spokojne i poukładane życie rodzinne. Jest kierownikiem oddziału banku. Pewnego dnia dochodzi do napadu. Jacob nie może się otrząsnąć z tego co się wydarzyło. Postanawia przy browarze pogadać o tym ze swoim sąsiadem Jamesem (Bruce Willis). James to emerytowany glina. Panowie postanawiają przewidzieć kolejny ruch szumowiny odpowiedzialnej za rabunek. Czyli w zasadzie historia jest prosta jak kij od szczotki. Jak dobrze wiecie, nie to jest najważniejsze. Scenariusz napisał Bryce Hammons, mało doświadczony w temacie, dlatego widz ma poczucie, że czegoś tu brakuje. Takiej kropki nad „i”… i film byłby dobry.

Za reżyserię odpowiada Brian A. Miller, który wcześniej zrobił już dwie produkcje z Brucem Willisem, mianowicie „Książę” (2014) i „Vice: Korporacja Zbrodni” (2015). Facet słynie ze średnich tytułów, ale amatorem nie jest. Da się wyczuć, że ma jakiś własny styl, co właściwie jest zaletą. Już w pierwszych scenach widać twarde cięcia montażu połączone z płynnym-miękkim ruchem kamery przy zwykłych ujęciach. To dodawało sporo dynamiki, ale w mojej opinii nie było w ogóle potrzebne. Trochę raziło w oczy. Sprawdził się ten zabieg jednak w finałowych sekwencjach. Widać, że facet szlifuje umiejętności i nie jest to przegrana sprawa, ma potencjał i myślę, że może wspiąć się jako reżyser jeszcze wyżej.

Uważam, że pomimo średniej oceny „Odwet” warto zobaczyć. Da się obejrzeć i seans nawet sprawia przyjemność. Nie jest to jednak pierwszoligowa produkcja. Taki średniak z potencjałem na coś lepszego, klapy nie ma. Fani Willisa zobaczą go na ekranie, poznają też Franka Grillo. Myślę, że jak nie będziecie wiedzieli co wybrać w sobotni wieczór, to możecie odpalić ten tytuł.

Ocena: 5,5/10