Martin Kove jest amerykańskim aktorem znanym głównie z serii “Karate Kid” i serialu “Cobra Kai”. Jak sam raz przyznał, ludzie go nienawidzą, albo kochają, częściej to pierwsze. W swojej najważniejszej filmowej roli – Johna Kreese’a pokazał swoją ciemną stroną, z którą się utożsamia, uważa, że jest ona częścią jego prawdziwego charakteru. Ma fanów na całym świecie, ale należy pamiętać, że John to nie jest jedyna postać, którą zagrał. Kove w swojej obszernej filmografii ma ponad 240 pozycji. Wystąpił w kilku znanych i mniej znanych filmach akcji i sztuk walki, dlatego z pewnością możemy zaliczyć go do grona starych wyjadaczy gatunku.

Trzeba przyznać, że na pierwszy rzut oka widać, że Martin nie należy do przyjemniaczków, czy ludzi do których możemy czuć sympatię. Z pewnością dlatego producenci angażowali go głównie do ról typów z pod ciemnej gwiazdy. Wcielanie się w złych bohaterów weszło mu w krew i robi to naturalnie. W przeciwieństwie do głównej postaci z “Karate Kid” – Daniela LaRusso (w tej roli Ralph Macchio), czy jego mentora pana Miyagi (Pat Morita) potrafi walczyć naprawdę. Myślę, że taka informacja może być miłym zaskoczeniem dla zwolenników ponad 70-cio letniego weterana kina.
Martin Kove, czyli przyczajona kobra.
Kove urodził się 6 marca 1946 roku na Brooklynie w Nowym Jorku. Jest posiadaczem czarnego pasa w Okinawa-Te Karate, ale trenował też wiele innych sztuk walki, między innymi Shihan Tak Kobota, Kendo i Taekwondo. Przez długi okres czasu jego nauczycielem był Pat Johnson, który ma 9 dan w Tang Soo Do i sam pobierał nauki od legendarnego Chucka Norrisa. Myślę, że wiele lat treningów Martina do dobra rekomendacja, żeby znaleźć się w gronie aktorów Kina Sztuk Walki.

Z pewnością znajdą się osoby uważające, że rola w “Cobra Kai”, czy prywatne lekcje sztuk walki to nie jest wystarczający argument. No i ok. Kove nie wychował się w rodzinie wojowników. Mordobiciem zainteresował się na stałe dopiero przygotowując się do różnych ról, dlatego przypomnę Wam kilka innych tytułów w których się pojawił. Może je znacie, może ich nie kojarzycie, a może zapomnieliście, że tam wystąpił Martin Kove.
Na planie z nieznanym Sylvestrem Stallone.
Pierwsze swoje epizody w karierze filmowej miał w komediach. Zadebiutował w produkcji “Sposób Na Alfreda” (1971) w reżyserii Alana Arkina, ale nie został wymieniony nawet w napisach końcowych. Nie bał się pracy i dostawał rolę za rolą, nie były to niestety pierwsze skrzypce. W 1974 roku pojawił się w “The Groove Tube” gdzie poznał Chevy Chase’a. Występował pod nazwiskiem Marty Kove, łapał się na wszystko co idzie, dlatego trafiały mu się nierzadko epizody w mało znanych serialach.

W 1975 roku pojawił się na planie dwóch produkcji, w których wystąpił Sylvester Stallone. Pamiętajmy jednak, że to były czasy tuż przed premierą “Rockyego” (1976), więc o Włoskim Ogierze jeszcze nikt nie słyszał. Pierwszym z filmów był “Capone” Steve’a Carvera, czyli kryminał o wzlotach i upadkach chicagowskiego gangstera. Drugim zaś “Wyścig Śmierci 2000” z Davidem Carradinem w roli głównej. Stallone i Kove od razu się dogadali i kumplują się do dzisiaj. Pod koniec lat 70-tych zaliczył jeszcze rolę w “Białym Bizonie” z Charlesem Bronsonem i występ w serialu “Kojak”, “Aniołki Charliego”, czy “Starsky i Hutch”.
Przełomowa rola w “Karate Kid”.
Na początku lat 80-tych Martin Kove trzaskał epizody w serialach jeden za drugim. Pracy przy filmach było mniej, aż do czasu kiedy trafił na plan “Karate Kid” (1984) Johna G. Avildsena. Tam rozwinął skrzydła i stworzył postać, którą widzowie oglądają na ekranach do tej pory. Po premierze i ogromnym sukcesie drzwi do kolejnych ról miał już otwarte. Los chciał, że ponownie trafił na plan Sylvestra Stallone’a, z tym że tym razem znał go już cały świat.

Praca przy “Rambo II” (1985), w którym wcielił się w postać Ericsona umocniła jego pozycję w branży. Miał już w CV dwa naprawdę mocne projekty, później powtórzył rolę Johna Kreese’a w “Karate Kid II” i “Karate Kid III”. W 1987 roku dostał swoją pierwszą znaczącą rolę główną w akcyjniaku “Porachunki Steele’a”. Okazało się jednak, że prawdziwy wysyp ról w filmach sztuk walki przyniosą mu lata 90-te.
B-Klasowe hiciory z ery VHS.
W 1991 roku Martin Kove wystartował z grubej rury. Poszedł za ciosem i ponownie przyjął rolę główną, tym razem w filmie “Świetlisty Tunel”, który doczekał się szerszej dystrybucji. Zagrał w nim Seana Craiga, gliniarza pod przykrywką, który zostaje śmiertelnie postrzelony i trafia do nieba, by potem wrócić do żywych. Rok później wystąpił w “Projekcie” z Frankiem Zagarino i Meg Foster.

W 1993 roku wystąpił w filmie wojennym “Ognisty Jastrząb”, ale też w bardzo dobrym i krwawym klasyku sztuk walki – “Shootfighter“. Spotkał się tam ponownie na planie z Williamem Zabką (“Karate Kid”), ale miał okazję też poznać bliżej legendę tego gatunku – Bolo Yeunga. Zaliczył też gniota karate – “Być Najlepszym” i serial “Legendy Kung Fu”. W kolejnych latach nie przestawał atakować i przyjął rolę między innymi w “Śmiertalnym Pojedynku” z Matthiasem Huesem, czy “Rozwcieczonym Uciekinierze”, ponownie z Frankiem Zagarino. W drugiej połowie lat 90-tych wystąpił z inną wschodzącą gwiazdą kina sztuk walki – Olivierem Grunerem w produkcji “Najemnik” oraz w solidnych dwóch częściach “Oddziału Widmo” z Hulkiem Hoganem.
Weteran w filmach, które przepadły i wielki powrót.
Po 2000 roku zagrał w niezliczonej ilości tytułów akcji, ale przepadły one bez śladu. Był to okres upadku nośnika VHS, a razem z nim odeszło wiele gwiazd gatunku “martial arts”. Pierwszymi tytułami, które mi przychodzą na myśl z jego udziałem są “Cena Honoru” z Olivierem Grunerem, “Cel” z Donem “The Dragonem” Wilsonem, czy długo wyczekiwany “Blizhniy Boy: Final Fight”, który niestety nie miał żadnej dystrybucji. Pamiętam jak śledziłem doniesienia z planu tej produkcji. Cieszyłem się, że gwiazdy gatunku wrócą po latach, bo obok Martina Kove w filmie wystąpił między innymi Bolo Yeung, David Carradine, Gary Busey, Cung Lee, czy Cary Hiroyuki Tagawa… niestety – nic z tego nie wyszło.

Kove odchodził w zapomnienie prawie 20 lat, kiedy otrzymał propozycję, żeby ponownie wcielić się w rolę Johna Kreese’a w serialu “Cobra Kai” będącego kontynuacją oryginalnego “Karate Kid”. Bardzo prawdopodobne, że właśnie jego popularność jest w szczytowym punkcie, a to wszystko po 70-tce. Liczę na jeszcze kilka produkcji od Martina, bo trzyma się w doskonałej formie. Miał wzloty i upadki, ale cały czas działał i się nie poddawał, to prawdziwy weteran.





































