Obserwuj nas w mediach społecznościowych

Wpisz tytuł filmu lub nazwisko aktora.

Kino Sztuk Walki | Portal o Filmach Akcji.

RECENZJE

Strażnik Czasu („Timecop”), 1994

Strażnik Czasu - Jean-Claude Van Damme

Amerykański publicysta i pisarz Mike Richardson w 1992 roku napisał trzy-częściową historię pod tytułem „Timecop: A Man Out Of Time” („Strażnik Czasu: Człowiek Poza Czasem”). Na przełomie września i października została ona wydana przez Dark Horse Comics. I nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ autor jest założycielem firmy. Jego tekst został przerobiony na komiks przez Marka Werheidena, a rysunkami zajął się Ron Randall. Historia Max’a Walkera, który podróżuje w czasie okazała się na tyle ciekawa, że postanowiono zrobić z niej coś więcej. Richardson i Werheiden połączyli siły i napisali scenariusz adaptacji filmowej pod tytułem „Strażnik Czasu”.

Universal Pictures wyraziło chęć zajęcia się dystrybucją kinową, a jak oni coś robią to zazwyczaj mamy do czynienia z sukcesem. Do roli głównej został zaangażowany nie kto inny jak Jean-Claude Van Damme. Trzeba szczerze powiedzieć, że to był absolutny szczyt jego popularności. Co prawda wydany wcześniej „Uliczny Wojownik” (1994) został zjedzony przez krytyków, ale zarobił tyle kasy ile żaden inny tytuł aktora wcześniej. Everest jego kariery – niestety, ale łączył się z rekordowymi ilościami dziennego zużycia kokainy, alkoholu i innych używek. Na całe szczęście nie wpłynęło to negatywnie na finalny efekt produkcji.

Za stołkiem reżyserskim zasiadł Peter Hyams („Niewygodny Świadek”, 1990). Do roli głównego bad-guya został zaangażowany charakterystyczny Ron Silver („Dobry Glina”, 1991). Budżet produkcji opiewał na $27 milionów, więc szmalu posypano grubo, ale nie grubiej niż w przypadku wymienionego wcześniej „Street Fightera”. Można by powiedzieć, że wszystko stykało tak jak trzeba. Zestawienie godne zrobienia hitu kinowego. Takiego, który głównie dzięki scenariuszowi zasiądzie w głowie widzów na lata.

Historia opowiada o gliniarzu – Max’ie Walkerze, który dostaje fuchę jako „Strażnik Czasu”, ponieważ technologia pozwoliła na zaginanie czasoprzestrzeni i podróże do przeszłości. Jego zadaniem jest zabierać do teraźniejszości ludzi, którzy chcą namieszać na własną korzyść w przeszłości, po to by żyć jak królowie później. Jednym z tych szumowin jest skorumpowany polityk z ambicjami na zostanie prezydentem. Chce zebrać olbrzymie środki finansowe, które pozwolą mu wygrać kampanię. Oczywiście jak łatwo się domyślić, Walker musi plan skurwiela udaremnić.

Ogólnie wyjdę z założenia, że „Strażnik Czasu” jest dobrą produkcją, ale nie rewelacyjną. Oczywiście w pierwszej połowie lat 90-tych nie było zbyt wielu tytułów akcji o tej tematyce. Natomiast z biegiem czasu film stracił na aktualności. Chodzi o to, że powstało do tej pory tyle zawiłych – czasoprzestrzennych filmów, które są dla mnie ciekawsze, że do Walkera pozostaje tylko mały sentyment. Pewnie spytalibyście – a co jest lepsze? No to odpowiadam. Pierwsze tytuły, które mi przychodzą na myśl o tej tematyce to „Deja Vu” (2007) z Denzelem Washingtonem, „Kod Nieśmiertelności” (2011) z Jake Gyllenhaalem, czy niemiecki serial „Dark”, który miażdży łepetynę i właściwie jest bezbłędny.

Na ich tle „Timecop” jest zwyczajnie dobry i niech tak zostanie. Oczywiście najmocniejszym ogniwem jest fabuła, do tego realizacja wygląda solidnie jak i wszystkie inne elementy. W dodatku mamy kilka kopnięć i damski szpagat w kuchni. Nie ma jednak aż tak spektakularnego wpierdolu jak za czasów innego hitu science-fiction – „Uniwersalnego Żołnierza” (1992). Montaż, ścieżka dźwiękowa i gra aktorska jest w porządku. Nawet krytycy się wypowiadali, że akcent JCVD jest łatwiejszy do zrozumienia niż fabuła.

„Strażnik Czasu” zarobił na świecie ponad $100 milionów i jest to największy sukces finansowy w karierze Belga. Niestety tytuł ten nie należy do jego najlepszych. Podobnie ma się sprawa z filmami, które okazały się klapą finansową, a zostały klasykami. Paradoks? Ten film jest gdzieś po środku. Bez większych emocji, ale z szacunkiem za to, że był tym „pierwszym”. Myślę, że dla fanów mistrza karate jest to pozycja obowiązkowa. Uważajcie na wersję internetową, w której nie słychać dźwięku uderzeń i strzałów. Nie da się oglądać, można się wjebać jak ślepy w pokrzywy.

Ocena: 7/10

Reklama

KSW LIVE

Trzecia i ostatnia część naszych rozmów na LIVE dotyczących Jean’a-Claude Van Damme. Tym razem zaczęliśmy od filmu „Quest” i przebrnęliśmy przez masę tytułów z...

KSW LIVE

Za nami kolejna dyskusja o filmach z Jean-Claude Van Damme. Tym razem zaczęliśmy od „Kickboxera” (1989), ale to był dopiero dobry początek. Rozmawialiśmy o...

RECENZJE

Muszę przyznać, że minęło naprawdę sporo czasu od mojego pierwszego seansu „Pazura Tygrysa 3”. Pamiętam, że wtedy wyemitowała go telewizja TV4, a ja ledwo...

RECENZJE

Zacznę tą recenzję mocno. „Pojedynek” z 1993 roku to mój ulubiony film z Billy Blanksem i zdecydowanie można go zaliczyć do klasyki gatunku. Jeżeli...