Obserwuj nas w mediach społecznościowych

Wpisz tytuł filmu lub nazwisko aktora.

Kino Sztuk Walki | Portal o Filmach Akcji.

RECENZJE

Przemytnik („The Mule”), 2018

Przemytnik - Clint Eastwood

Clint Eastwood to legenda kina. Im jestem starszy, tym bardziej go doceniam, to wyjątkowy człowiek. Myślę, że wielu ludzi uważa go za wzór do naśladowania nie bez powodu. Aktor pokazuje jak z godnością się starzeć przed kamerą, a z jego życia można czerpać garściami. Jest całkowitym przeciwieństwem tych nienormalnych czasów, ciągłej gonitwy, która finalnie do niczego dobrego nie prowadzi. W przeciwieństwie do wielu gwiazd jest zawsze wyznacznikiem najwyższej jakości obrazów. Nie pozwolił sobie na jakieś marne drugoplanowe role. Jest cierpliwy – w ciągu ostatnich 17 lat wystąpił w 5 filmach: „Krwawa Profesja” (2002), „Za Wszelką Cenę” (2004), „Gran Torino” (2008), „Dopóki Piłka w Grze” (2012) i w tym najnowszym – „Przemytniku” (2018). Stary skubaniec jak zwykle rozbawił mnie do łez i poruszył moje serce. Jest najlepszy.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że produkcje z nim są dobre, bardzo dobre lub wybitne. Zwłaszcza te, które reżyseruje. Właściwie to tę funkcję pełni częściej niż aktorską. Dlatego jak ma wejść jeszcze raz przed kamerę to czuję jako fan ekscytację, zadowolenie, niecierpliwość. Tak samo było i tym razem. Od samego początku jak usłyszałem, że Eastwood zagra to nie mogłem się doczekać. Trudno mi się o tym pisze, ale gdzieś z tyłu głowy mam wiek aktora, który dobija do 90-tki. Boję się, że każdy film może być ostatnim, jest to dla mnie cholernie emocjonalne. I kiedy widzę tego skubańca na ekranie, który jak zwykle mówi mi w przenośni „słuchaj, ze mną w porządku, martw się o siebie i nie siedź za duże na necie, bo to cholerstwo jest niepotrzebne…”, to aż się łza w oku kręci. On się w każdej swojej roli z nami żegna. Odchodzi… zawsze w ostatnim ujęciu… odchodzi.

„Przemytnik” to historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. Earl Stone (Clint Eastwood) to spokojny 90-cio latek całe życie zajmujący się ogrodem i kwiatami. Pewnego dnia dostaje propozycję przewiezienia paczki. Nie interesuje go co tam się znajduje, dostaje za to kasę. I w ten oto sposób niepozorny dziadek szmugluje coraz większe ilości towaru dla kartelu narkotykowego. W tle całej historii jest przesłanie i to nie jedno. Film ma drugie dno, a Clint przekazuje nam to „coś”, o czym powinniśmy zawsze pamiętać. Jest tam doza przemijania, miłości, refleksji nad własnym życiem i mnóstwo, ale to mnóstwo dobrego poczucia humoru. Earl Stone to gość, którego pokochacie.

Scenariusz do „The Mule” napisał Nick Schenk, który współpracował z Eastwoodem przy okazji doskonałego i legendarnego już „Gran Torino” (2008). Pod tym względem jest wszystko idealnie, to świetny scenariusz, w dodatku solidnie zrealizowany. Dbałość o „prawdziwość” historii tylko udowadnia, z jakim zaangażowaniem 90-letni reżyser podszedł do tematu. Bardzo dużo ujęć było filmowanych w miejscach, w których faktycznie funkcjonował prawdziwy weteran Earl Stone. Opracowano nawet dokładnie trasy jego przemytów, po to by jak najlepiej je odwzorować. Mamy tutaj spokojne i proste ujęcia. W prostocie tkwi największa siła, jeżeli robi się to dobrze. A taki jest Clint. Nie ma tu jakiś chorych zabaw z kamerą mających na celu ukrycie niedoskonałości. To stara szkoła, profesjonalna.

W obsadzie znalazł się Andy Garcia, który w momencie, w którym dowiedział się, że ma pracować z legendą określił się jasno – biorę każdą rolę, nie ma znaczenia jaką. Tytułowego „Przemytnika” ściga Bradley Cooper, który został już namaszczony przez króla westernu. Panowie współpracowali ze sobą kilka razy. Osobiście jestem również fanem Coopera, to świetny aktor i fakt, że Clint podjął z nim współpracę tylko mnie w tym utwierdza. Jest też smaczek dla fanów Kina Sztuk Walki, otóż swoją rolę dostał też Robet LaSardo. Jeżeli nazwisko nic Wam nie mówi to przypomnę. Facet zawsze gra jakiegoś skurwiela z gangu, ma mega charakterystyczną mordę, a możecie go znać z „Szukając Sprawiedliwości” (1991) ze Stevenem Seagalem, czy serialu „Renegat” z Lorenzo Lamasem. Gość się nie wiele zmienił, od razu go poznałem po tych tatuażach i łysym łbie.

Eastwood chcąc nadać filmowi nutę więzi rodzinnych dołączył do obsady córkę – Alison Eastwood. Współpracował z nią między innymi przy okazji „Władzy Absolutnej” w 1997 roku. „The Mule” to wielkie kino, które zostaje w człowieku na dłuższy czas. Do tego stopnia, że pierwsze co pomyślałem po wyjściu z seansu, że muszę mieć ten film na blu-ray i inne filmy z Clintem też, bo to mistrz. W tym wieku nadal jest aktywny i pokazuje jak to jest być kozakiem mając w dupie te czasy i chorą gonitwę. Jest to kolejna wybitna rola, która mnie utwierdza w tym, że wartości życiowe istnieją i warto o nie dbać.

Jestem dumny z tej produkcji. Musicie ją zobaczyć. Uważam, że takich filmów jest naprawdę nie wiele. W zalewie wysokobudżetowego szamba z Hollywood to jest diament. Eastwood… to rozpierdalacz. Kocham go, nie da się inaczej. Polecam z ręką na sercu.

Ocena: 9/10

Reklama

ZAPOWIEDZI

Jak już informowałem, Clint Eastwood zapowiedział film „Cry Macho„, którego będzie reżyserem i głównym bohaterem. Tak jak powiedział – tak się stało. Zdjęcia rozpoczęto...

RECENZJE

Muszę przyznać, że minęło naprawdę sporo czasu od mojego pierwszego seansu „Pazura Tygrysa 3”. Pamiętam, że wtedy wyemitowała go telewizja TV4, a ja ledwo...

RECENZJE

Zacznę tą recenzję mocno. „Pojedynek” z 1993 roku to mój ulubiony film z Billy Blanksem i zdecydowanie można go zaliczyć do klasyki gatunku. Jeżeli...

RECENZJE

Bolo Yeung zdobył szacunek fanów rolą w filmie „Wejście Smoka” z 1973 roku. Następnym tytułem, który umocnił jego pozycję na liście gwiazd kina sztuk...