Najlepsi z Najlepszych 2 („Best Of The Best 2”), 1993

Najlepsi z Najlepszych 2 ("Best Of The Best 2") - Phillip Rhee
Phillip Rhee i Eric Roberts w filmie „Najlepsi z Najlepszych 2” (1993).

Najlepsi z Najlepszych” z 1989 roku to wybitny film o życiowych wartościach i przebaczeniu, jeden z najlepszych w gatunku. To nie ulega żadnej wątpliwości. Może i nie odniósł sukcesu kasowego, ale to nie jest w tym wszystkim najważniejsze. Poruszył ludzkie serca i emocje, a to bezcenne. Takich produkcji się już nie robi, a wielka szkoda. Pierwsza część tak utkwiła w świadomości polskich fanów, że kiedy napisałem jej recenzję jakiś czas temu to spotkała się ona z ogromnym odzewem. Sam byłem w szoku, ale przeczytało ją najwięcej osób ze wszystkich, które popełniłem. Bardzo mnie to cieszy, bo dzięki temu wiem, że nadajemy na podobnych falach i co istotniejsze, że odróżniacie coś co ma głębsze znaczenie od reszty. Zdawali sobie z tego sprawę też autorzy sukcesu. Czekali 4 lata, aż zdecydowali się na realizację kontynuacji. „Najlepsi z Najlepszych 2” mieli premierę 5 marca 1993 roku. Myślę, że podjęli dobrą decyzję, ale poprzeczka była postawiona zbyt wysoko.

Scenariusz do „Best Of The Best” napisał Paul Levine, a dialogami zajął się wtedy Max Strom. To właśnie ten drugi wziął na swoje barki pełen wymiar pracy nad sequelem angażując do pomocy John’a Allena Nelsona. W międzyczasie zdobył doświadczenie pisząc skrypt do thrillera „Sunset Heat” (1992) z Michaelem Pare. Można powiedzieć, że przysiedział nad tematem. Pewnie miał dużo dylematów, a przede wszystkim taki – co zrobić, żeby nie zrobić tego samego, a żeby zaciekawić widzów? No właśnie, w takich sytuacjach można pójść o krok za daleko. Myślę jednak, że Strom znalazł złoty środek dodając element nielegalnych walk w klatce, motyw zemsty, przyjaźni i większą brutalność. To wszystko zostało połączone z kinem sensacyjnym. Mamy tutaj bazę emocjonalną, z którą się identyfikujemy. Swoją drogą w tamtych czasach pomysł walk w klatce był w miarę innowacyjny, dopiero później został zerżnięty dziesiątki razy i przemielony do znudzenia.

Z całą pewnością znacie ten film, ponieważ „Best Of The Best 2” był najczęściej puszczaną częścią w polskiej telewizji. Powodem pewnie była większa oglądalność niż jedynki, co samo mówi za siebie. Widzom przypadł do gustu bardziej brutalny i mściwy seans. Pamiętam jak za dzieciaka oglądałem dwójkę, robiła na mnie duże wrażenie. Właściwie z pewnością nie była odpowiednia dla mojego wieku. W skrócie ujmując, ekipa reprezentacji USA nadal się przyjaźni. Jeden z najbardziej charyzmatycznych bohaterów – Travis Brickley bierze udział w nielegalnych walkach i zostaje zamordowany na oczach syna Alexa Grady. Facet bierze sprawy w swoje ręce i wraz z Tommy Lee postanawia odnaleźć zabójcę.

Nie wiem jak na Was, ale dla mnie śmierć Travisa była wstrząsająca i dostawałem zawsze takiego strzała emocjonalnego, że chciałem, żeby skurwiela co to zrobił chłopaki dorwali. Podobne odczucia miałem przy „Kickboxerze 2” z 1991 roku. Brutalność i nawiązana w pierwszej części przyjaźń robią robotę. Świetnie mi się ogląda Phillipa Rhee i Erica Robertsa. Zresztą pewnie nie tylko mi, ponieważ całość wyreżyserował Robert Radler, który miał na koncie oryginał. W międzyczasie nic nie robił, tak jakby czekał z niecierpliwością na „Best Of The Best 2”.

Phillip Rhee i Roberts nawiązują świetną relację, już po pierwszych ujęciach widzimy jak są ważni dla siebie. Do tego ten jak zwykle szalony Chris Penn, był z niego kawał skubańca. W obsadzie znalazł się również Ralf Moeller („Uniwersalny Żołnierz„, 1992), który zagrał Brakusa, niesamowitego gnoja. Jakbym mógł nie wspomnieć o Simonie Rhee… który pojawił się już w mniejszej roli niż za pierwszym razem, ale jakże symbolicznej… braterskiej, żeby pomóc. Dodam, że Simon przygotowywał Erica Robertsa do scen kopanych, a ten słuchał się jego w kwestii aktorstwa.

Właściwie to nie mam się o co tutaj przyczepiać, ponieważ „Najlepsi z Najlepszych 2” trzymają wysoki poziom. Wiadomo, nie dorastają do pięt oryginałowi, ale patrząc z szerszej perspektywy jest to tak czy siak jeden z lepszych filmów w gatunku. Moim zdaniem tutaj nie można było wymyślić niczego lepszego. No i jeszcze ta muzyka autorstwa Davida Michaela Franka – klasyka z miejsca, coś pięknego. Niestety finansowo stało się to samo co w przypadku pierwszego epizodu. Jednak co z tego, my wiemy co jest dobre.

Jeżeli ktoś tu obecny jeszcze nie oglądał, no to musi koniecznie. Kładę ten tytuł na półce z klasykami. Wciąż mamy tutaj sens, wartości i zasady życiowe, w dodatku zrównoważone z brutalnością i akcją. No i oczywiście, ze zróżnicowanymi scenami sztuk walki na wysokim poziomie. To trzeba obejrzeć, także nie czekajcie, tylko odświeżajcie tak szybko jak to możliwe.

Ocena: 8,5/10


Banner 01