Wściekły Pies („Savage Dog”), 2017

Wściekły Pies ("Savage Dog") - Scott AdkinsScott Adkins w filmie „Wściekły Pies” (2017).

Scott Adkins jest zdecydowanie numerem jeden jeżeli chodzi o dzisiejsze Kino Sztuk Walki. Przez lata znajdował się w cieniu Jeana-Claude Van Damme, wystąpił w takich tytułach jak „Krzyżowy Ogień”, „Strażnik Granicy” i „Uniwersalny Żołnierz IV: Dzień Sądu”. W zasadzie to jestem wdzięczny Van Dammowi, że maczał palce w tym, żeby Adkins występował w jego produkcjach. Później nasz nowy bohater zaczął dostawać role główne, ale to nie one dały mu status gwiazdy, a rola Boyki w serii „Champion”. Z biegiem lat stało się tak, że uczeń przerósł mistrz, stał się postacią pierwszoplanową. W tej chwili Adkins dostaje lepsze propozycje filmowe niż wspomniany Belg, czy Steven Seagal, ma charyzmę i świetnie kopie po mordach. Zasiadłem więc do seansu nowej produkcji: „Wściekły Pies”.

Ostatnim filmem jaki recenzjowałem z Boyką był „Nieuchwytny Cel 2”, sequel produkcji Johna Woo. Moje oczekiwanie wobec „Savage Dog” było proste, chciałem czegoś na podobnym poziomie. Dobra akcja z solidnym mordobiciem i nie zawiodłem się. Za reżyserię nowego projektu odpowiada Jessie V. Johnson, który zaczął na stałe angażować Adkinsa, w końcu w tym duecie zobaczymy jeszcze wiele dzieł akcji. Johnson odwalił dobrą robotę, pomimo to, że przed rozpoczęciem zdjęć nie miał hitów na koncie. Warto wspomnieć, że nie zatrudnił on tylko Scotta, ale i kilka innych gwiazd kina kopanego.

W obsadzie znalazł się Cung Le, który miał okazję wcześniej spotkać się na planie z Van Dammem, a później z Lundgrenem w „Nieuchronnej Sprawiedliwości”. Nie jest to wybitny aktor, średni, nie ma też tego „czegoś”, ale potrafi dobrze przyjebać w mordę, a to się w takich produkcjach liczy. Oprócz niego możemy w roli bad boya zobaczyć również Marko Zarora, który powolutku zaczyna mieszać na rynku kopanym, dostaje coraz lepsze role, a macie prawo go kojarzyć z „Maczeta Zabija” i wspomnianego wcześniej „Championa 3”. Także jeżeli chodzi o dobór obsady – żaden z fanów porządnego nawalania nie powinien mieć nic do zarzucenia.

Co więcej, Jessie napisał również scenariusz. Może nie jest wybitny, ale jeżeli chodzi film tego rodzaju to nawet nie wypadałoby przekombinować tematu i tak właśnie jest. „Wściekły Pies” jest luźno oparty na prawdziwej historii, która miała miejsce w Indochinach w 1959 roku, w miejscu, które nie jest objęte prawem i gdzie zjeżdżają się bandziory z całego świata. W sam środek tych szumowin trafia Martin Tillman (Scott Adkins). A jak sami wiecie, jak znajdą się penery, to trzeba im wpierdolić… zwłaszcza jak zajdą Ci za skórę. Historia jest opowiedziana ładnie i ubrana w narrację, dzięki czemu produkcja nabiera swoistego klimatu lat 80-tych, czy początku 90-tych. Jak do tego dodać piękne plenery i bardzo dobrze zrealizowane sekwencje sztuk walki to dostajemy solidne kino, które lubimy.

I tak właśnie jest z „Wściekłym Psem”, Adkins spisał się wyśmienicie, muzyka pasuje, montaż na dobrym poziomie i co istotne – brutalność. Ten tytuł kopie w mordę również i widza, zwłaszcza jak się zgasi światło, otworzy piwko i odpłynie w świat twardzieli. Właściwie nie mam się o co doczepić, jest to solidny, porządny film. Można by zrobić lepiej, to i tamto… ale ja się zadowalam tym co dostałem. Z pewnością jeszcze wrócę do „Savage Dog” przy okazji jakiegoś domowego maratonu z Adkinsem i znajomymi. Polecam z czystym sumieniem. Warto obejrzeć.

Ocena: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *