Misja Sprawiedliwości („Mission Of Justice”), 1992

Misja Sprawiedliwości ("Mission Of Justice") - Jeff Wincott
Jeff Wincott i Brigitte Nielsen w filmie „Misja Sprawiedliwości” (1992).

„Misja Sprawiedliwości” to film, dzięki któremu kanadyjski czarny pas w taekwondo umocnił swoją pozycję w kinie sensacyjnym klasy B. Jeff Wincott wcześniej zaprezentował swoje umiejętności w „Oddziale Specjalnym 2” (1991) u boku walecznej Cynthi Rothrock. Właściwie to ta produkcja miała być pierwotnie trzecią częścią, chciano nią dopiąć trylogię. Niestety Rothrock odmówiła, więc zastąpiono ją inną karateczką – mowa o Karen Shepard. Finalnie „Mission Of Justice” nie ma nic wspólnego z serią „Martial Law”, chociaż w niektórych krajach została wydana właśnie jako „trójka”, ponieważ dystrybutorzy chcieli zarobić na popularności Rothrock.

Film został wyreżyserowany przez Steve Barnetta, faceta o niewielkim doświadczeniu. Scenariusz natomiast napisali George Sanders i John Bryant. Był to ich scenopisarski debiut, później razem stworzyli tekst między innymi do tytułu „Amerykański Ninja 5” (1993) z Davidem Bradleyem. Niestety muszę z przykrością stwierdzić, że pomysł na fabułę mocno kuleje i nawet nie zbliża się jakością do produkcji z pierwszej ligi. Jest tutaj sporo niedociągnięć, a cała historia wydaje się być banalna. W sumie nie zawsze to jest najważniejsze w filmach o mordobiciu.

Tytułowa „Misja Sprawiedliwości” to społeczny projekt Pani doktor, która jest kandydatem na burmistrza (Brigitte Nielsen). Ma on na celu dbanie o porządek na dzielnicach i pomoc zwykłym ludziom w potrzebie. Niestety, ale to tylko przykrywka dla ciemnych interesów. Były gliniarz (Jeff Wincott) wstępuje do projektu, aby odnaleźć morderców swojego kumpla, który prowadził salkę bokserską.

Zdecydowanie najmocniejszą stroną tego hiciora z lat 90-tych jest obsada. Mamy dobrych i złych. Jak się łatwo domyślić, dobrymi są tutaj Jeff Wincott i Karen Shepard (policyjna partnerka). Do złych należą oczywiście główna zimna i wyrachowana suka, czyli Brigitte Nielsen i jej goryle – Matthias Hues i James Lew. Co więcej w obsadzie znalazło się też miejsce dla Tony Burtona (znanego z serii „Rocky”). Trzeba przyznać, że udział w filmie dwóch aktorów z legendarnej serii Sylvestra Stallone’a to niezły pomysł marketingowy. I właściwie to pod względem aktorskim tylko oni mają tutaj coś do powiedzenia.

Jeżeli chodzi o samo bicie się po ryjach, to mamy tu do czynienia z zabójczym kenpo. Niestety choreografia sekwencji walk jak dla mnie nie przetrwała próby czasu. Jest kilka mocnych i efektownych kopniaków w wykonaniu Shepard i Wincotta, ale daleko im do gracji z jaką poruszał się chociażby Jean-Claude Van Damme. Matthias Hues (znany z „Bez Odwrotu 2”) wypadł po prostu słabo, a James Law jest, bo jest.

Jeżeli chcecie zobaczyć Wincotta, który został okrzyknięty w połowie lat 90-tych największym prospektem filmów akcji / sztuk walki to śmiało. Nie oczekujcie jednak wiele więcej niż swoisty klimat kaset VHS. Film średni, ale nie wiedząc czemu zyskał sobie wielu fanów i za to daję mu punkt więcej.

Ocena: 6/10


Banner 01