Człowiek Demolka („Demolition Man”), 1993

Człowiek Demolka ("Demolition Man") - Sylvester Stallone, Wesley Snipes
Sylvester Stallone i Wesley Snipes w filmie „Człowiek Demolka” (1993).

Każdy fan Sylvestra Stallone, a nawet przeciętny zjadacz chleba kojarzy serię filmów „Rocky” (1976) oraz „Rambo” (1982). Na całe szczęście aktor wystąpił jeszcze w kilku innych dobrych produkcjach, które się po prostu kojarzy po tytule. Można by tu wymienić oczywiście takie klasyki jak „Cobra” (1986), czy „Tango & Cash” (1989). To jednak nie wszystko, jest jeszcze między innymi „Człowiek Demolka”, film, który był emitowany w polskiej telewizji setki razy. Jest często oglądany i lubiany przez fanów. W końcu to budżetowa produkcja braci Warner, do której zaangażowano również nową gwiazdę Kina Akcji – Wesley’a Snipesa, ale czy był to dobry wybór?

Sylvester Stallone wszedł na plan „Demolition Man” tuż po zakończeniu zdjęć do nowej produkcji sensacyjnej („Na Krawędzi”, 1993), która okazała się mocnym hiciorem. Był to znaczny wzlot w karierze aktora po niestety słabo przyjętej przez krytyków komedii-akcji „Stój, Bo Mamuśka Strzela” (1992). Rola w nowym filmie akcji połączonym z science-fiction miała być czymś nowym w dorobku aktora. Naturalnie potrzebowano znaleźć mu przeciwnika, a że budżet opiewał na prawie $60 milionów to postanowiono na znane nazwiska.

Pierwszym, do którego została wysłana propozycja wcielenia się w rolę Simona Phoenixa był Jean-Claude Van Damme. Niestety, ale belgijski mistrz wschodnich sztuk walki odmówił. Nie chciał grać „tego złego”. Później bracia Warner złożyli propozycję Stevenowi Seagalowi. Niestety odpowiedź zwrotna była taka sama. Żadna ze wschodzących gwiazd męskiego kina nie chciała dostać po gębie od Stallone’a. W końcu postawiono na nieznanego jeszcze wtedy w USA bohatera Hong Kongu. Mowa oczywiście o Jackie Chanie. Negocjacje chwilę trwały, ale niestety również i ten doszedł do wniosku, że jego chińscy fani nie zaakceptują go w roli psychola. Finalnie rolę dostał i zaakceptował Wesley Snipes, który wcześniej namieszał w środowisku jako „Pasażer 57” (1992).

Była to rewelacyjna decyzja, ponieważ Snipes spisał się na medal i wygraną w lotto. Skurczybyk tak zagrał świra, że za każdym razem jak pojawia się przed kamerą to po prostu elektryzuje. Stworzył zdecydowanie jedną z najbardziej charakterystycznych złych postaci w Kinie Akcji. Wręcz nie da się go tutaj nie lubić, człowiek patrzy i nie może odlepić wzroku, bo zastanawia się, co ten zjeb zaraz wymyśli. Trzeba przyznać, że widać tu kunszt aktorski tego wariata. Ruchy, miny, gestykulacja, w ogóle energia jaką wniósł na ekran są nieocenione i stanowią świetną przeciw wagę dla postaci Johna Spartana granej przez Sylvestra Stallone’a.

John Spartan to gliniarz, przez którego nie uwagę już na samym początku filmu giną zakładnicy przetrzymywani przez Simona Phoenixa. Panowie zostają zamrożeni na kilkadziesiąt lat, po to by znów ze sobą rywalizować w przyszłości, która jest zupełnie inna niż ta, w której żyli. I tutaj trzeba przyznać, że scenariusz napisany przez Daniela Watersa, Roberta Reneau i Petera M. Lenkova nie zestarzał się za cholerę. Wizja przyszłości jest realna i jakże przy okazji zabawna. Różnice pomiędzy światem starych twardzieli a ludzi prawie, że oświeconych są widoczne na każdym kroku. No sami powiedzcie, jak takie typy jak Stallone i Snipes mają się odnaleźć w miejscu, gdzie nie można przeklinać, palić fajek, pić alkoholu, a nawet uprawiać seksu, nie wspominając o tradycyjnym podcieraniu się papierem toaletowym? Muszą, nie mają wyjścia. Taką zastali rzeczywistość.

Oczywiście taka wizja przyszłości wyreżyserowana przez debiutanta Marco Brambilla powoduje dużo konfliktów, co dodaje niesamowitego smaku komediowego całemu filmowi. „Człowiek Demolka” ma wszystko czego potrzebuje fan mordobicia, a kopniaki Snipesa wyglądają konkretnie. Co więcej na ekranie możemy również zobaczyć Sandrę Bullock, która fajnie wypada jako partnerka Stallone’a. Nie byłbym sobą jakbym nie wspomniał o kilku nawiązaniach w filmie, które są naprawdę zabawne. Są tu takie smaczki jak plakat „Zabójczej Broni 3”, czy informacja o tym, że Schwarzenegger został prezydentem. Mina Sly’a bezcenna.

Właściwie nie ma się czego czepiać przy tej produkcji, ponieważ jest pierwszoligowa. Już na samym początku filmu mamy sceny tak mocne jak w „Niezniszczalnych” (2010). Montaż scen akcji jest perfekcyjny, efekty jak na tamte czasy są na najwyższym poziomie. Ciekawy tylko jestem jak wyglądała oryginalne wersja filmu, która trwała ponad dwie godziny. Podobno był w niej mocno rozwinięty wątek dorosłej już córki głównego bohatera. W każdym razie demolka jest i trzeba koniecznie obejrzeć. Tylko wariat złapie wariata.

Ocena: 8/10


Banner 01