Czarny Pas („Blackbelt”), 1992

Czarny Pas ("Blackbelt") - Don Wilson

Reżyser Charles Philip Moore maczał palce w kilku horrorach, które zostały w miarę dobrze odebrane przez grono fanatyków tego gatunku. W 1990 roku napisał scenariusz i wyreżyserował „Demoniczny Wiatr” za pół miliona dolców. Powoli zaczął przymierzać się do kolejnego scenopisu, a że na fali były wtedy sztuki walki, to postanowił napisać coś co połączy mordobicie z lekkim horrorem / thrillerem. Pomysł nie był zły, ponieważ na rynku „martial arts” nie było wiele takich połączeń. Pierwsze, które mi przychodzi na myśl to „Pazur Tygrysa” (1991) z Jalalem Merhi, Cynthią Rothrock i Bolo Yeungiem. Po jakimś czasie prac powstał tekst o tytule „Czarny Pas” („Blackbelt”). Charles postanowił, że również go wyreżyseruje, że to po prostu ma być jego film.

Film opowiada historię piosenkarki rockowej, która ma psychopatycznego fana. Gość lubi mordować prostytutki i poszukuje ideału, który mu przypomina mamusię. A mamusię bardzo kochał, lubił jej dawać słodkie buziaczki z języczkiem… ogólnie uważał się za jej męża. Czyli psycha zryta od małego. Ochroną wokalistki ma się zająć były gliniarz obcykany w laniu po ryjach i półobrotowych kopnięciach na bebech.

Trzeba przyznać, że fabuła brzmi nieźle jak na tamte czasy. Nie wiem, czy to była kwestia znajomości, ale reżyser Moore zaangażował do roli gliniarza Jack’a Dillona gwiazdę sztuk walki Dona „The Dragona” Wilsona. Mam nadzieję, że nie muszę Wam przedstawiać tego człowieka. Napiszę tylko, że jest to legenda kickboxingu, niesamowicie zaparty skurczybyk. Na początku 1992 roku stworzył moim zdaniem swój najlepszy film „Krwawa Pięść III: Zmuszony Do Walki”. Zapowiadał się ciekawy rok. Jak jest w filmie Wilson to wiadomo, że zostali zaangażowani jego koledzy „po wahu”. Dzięki czemu w obsadzie możemy zobaczyć wielu mistrzów w różnych kategoriach wagowych, co często w jego produkcjach jest zaznaczana już na napisach początkowych. Zaznaczę, że na ekranie pojawił się w epizodzie Ian Jacklin („Kickboxer 3”, 1992).

Oczywiście muszę napisać o roli Matthiasa Huesa, który tutaj występuje jako John Sweet (jak ktoś ma taką gębę i w nazwisku „słodziutki” to wiadomo, że jest dobrze). Główny psychol to brutal jakich mało, tłucze po ryjach pięścią tak jakby zamiast niej miał klucz francuski. Wali na mordę bez skrupułów, a wszystko to przez mamusię. Jak to wychowanie wpływa na ludzi. Przypomnę, że w tym samym roku Hues wystąpił w „Misji Sprawiedliwości” z Jeffem Wincottem i w „Szponach Orła” z Jalalem Merhi i Billy Blanksem. Ale wracając do samej produkcji, jeżeli chodzi o brutalność to zdecydowanie ją zastaniemy. Sceny walk wyglądają solidnie, a krew leje się tak, że stworzono alternatywne wersje filmu z okrojoną przemocą.

Don „The Dragon” Wilson jest w porządku, ale niestety czegoś mi w nim brakuje. Pomimo tego, że był wspaniałym mistrzem, to nie widzę u niego tej dynamiki, elastyczności… czyli tego co miał chociażby Phillip Rhee, czy Mark Dacascos. Co prawda nie przeszkodziło mu to w stworzeniu solidnego grona fanów, ale np. „Czarny Pas” na tym traci. Są fajne kopniaki, zwłaszcza w finałowej walce, ale mogłoby być o wiele lepiej. Oczywiście sam scenariusz jest dziurawy jak ser szwajcarski, ale przy takich tytułach staram się na to nie patrzeć. Tutaj idzie w ruch sentyment i ponad godzinna rozrywka. Przyznam, że muzyka w jest dobra (zwłaszcza utwór rockowy, który się przewija kilka razy), bardzo sobie cenię ten mroczny klimat i brutalność.

Podsumowując, film ma wady i zalety. Daleko mu do kina z pierwszej ligi, ale jako tytuł z Matthiasem Hueasem i Donem Wilsonem to jest naprawdę dobrze. To jeden z ich lepszych tytułów. „Czarny Pas” zdecydowanie zasługuje na to, żebyście mu poświęcili trochę czasu. Szósteczka z plusem.

Ocena: 6,5/10


Banner 01