Porwana („Misfire”), 2014

Porwana ("Misfire") - Gary DanielsGary Daniels w filmie „Porwana”.

Dawno nie widziałem filmu z Gary Danielsem. Pamiętam jego role w „Gdy Księżyc Ma Barwę Krwi”, „Mordercza Triada”, „Furia” i kilku innych filmach, były przyzwoite, a Gary miał w sobie to „coś” co dodawało każdemu z tych tytułów sporo ognia. Ucieszyłem się, gdy wyszło coś nowego, czyli „Porwana”. Liczyłem na dobry film. Przeliczyłem się.

Gary Daniels wciela się w agenta DEA, który poszukuje dziennikarki – swojej byłej żony, która została porwana przez meksykański kartel narkotykowy. Za scenariusz jest odpowiedzialny Benjamin Budd, nie możecie go kojarzyć, bo to facet bez doświadczenia. Tak samo w przypadku reżysera – R. Ellisa Fraziera. Jeżeli chodzi o obsadę to też nic szczególnego. To nie mogło wyjść.

Można by powiedzieć, że za milion nie da się zrobić porządnego filmu, ale przecież wymienione wyżej filmy Danielsa kosztowały mniej i oglądało się je z przyjemnością, więc wszystko jest możliwe. Może problem tkwi w tym, że jego gaża jest tak dużo, że nie starcza na sam film. Kto wie, tutaj wszystko jest nie tak. Wyobraźcie sobie, że oglądałem „Porwaną” na 4 razy. Naprawdę rzadko mi się zdarza, żeby aż tak się męczyć przy jakieś produkcji. Właściwie trudno tutaj o jakikolwiek plus, no dobra, znalazłem jeden, piękna Vannessa Vasquez – za wygląd. Poza tym film kuleje. Nie ratuje go Tijuana w Meksyku, ani Daniels. Bieda, gniot.

Jeżeli jesteś fanem filmów kopanych to nie marnuj czasu, obejrzyj jakieś klasyki. Nawet jak jesteś fanem Danielsa, a wierzę, że ma swoich wielbicieli w Polsce – to też nie oglądaj „Misfire”, niech Cie diabeł nie kusi. To słaby film, bardzo słaby, męczący. Nie polecam i za nic w życiu nie obejrzę drugi raz. Omijać szerokim łukiem.

Ocena: 2/10

Komentarze

komentarzy